maciekburdzy@gmail.com

Zduńskie opowieści to serwis o kaflach, piecach i kominkach. Przedstawia dawne urządzenia grzewcze. Pokazuje zdjęcia, ciekawostki historyczne, rysunki, własne i cudze artykuły oraz odkrycia i wspomnienia. Zawiera i informuje o wydarzeniach z branży zduńskiej oraz wystawach muzealnych. Wywołuje uczucia od melancholii po uśmiech. Buduje zamiłowanie do dawnych rzeczy, które przeminęły oraz promuje kulturę ognia.

Cech garncarski

Rzemiosło w średniowieczu zorganizowane było w cechy (bractwa, konfraternie). Organizacja cechowa najwcześniej pojawiła się we Włoszech i tam też najwcześniej nastąpiło ogra- niczenie swobodnej twórczości rzemieślniczej. Nic dziwnego, że wielu co bardziej przedsiębiorczych włoskich rzemieślników wybrało emigrację do krajów, w których organizacje cechowe dopiero tworzyły się lub jeszcze nie było ich wcale. Ich emigracja przyczyniła się do rozwoju rzemiosła w całej Europie. Wielu rzemieślników, a wraz z nimi wiele nowych technologii, trafiło także do Polski.Głównym zadaniem cechów było monopolizowanie i ograniczanie produkcji w poszczególnych dziedzinach a przez to utrzymywanie odpowiedniego poziomu cen. Oczywiście w statutach cechowych cel ten nie był sformułowany tak dosłownie. Zazwyczaj w pierwszych punktach zrzeszonym nakazywano uczestnictwo w mszach, pogrzebach członków bractwa i ich rodzin lub zakup wosku dla kościoła. Później następował spis warunków do spełnienia i opłat, jakie powinien wnieść czeladnik, który zostawał mistrzem. Mistrz jako pełnoprawny członek cechu był zobowiązany do określonych świadczeń na rzecz bractwa oraz obronności miasta. Większe cechy (lub kilka razem) miały też przydzielony odcinek murów miejskich do obrony. Za Kazimierza Jagielloń- czyka cech garncarzy ze Lwowa miał nawet własną basztę. To świadczyło o jego dużej randze i zamożności. W baszcie gromadzono broń i zapasy materiałów potrzebnych do obrony. Wyznaczeni członkowie zarządu miasta wraz z zarządem cechu regularnie robili przeglądy uzbrojenia i przeprowadzali ćwiczenia, po których do dziś pozostała tradycja bractw kurkowych.  Na wszystkich zrzeszonych spoczywał też bardzo rygorystyczny nakaz uczestnictwa w gaszeniu pożarów.Wcechu obowiązywała ścisła hierarchia; najniżej stał uczeń, później towarzysz czyli czeladnik a najwyżej mistrz. Ten dopiero mógł być wybrany starszym cechu czyli cechmistrzem. Cechmistrz zwykle miał do pomocy sekretarza, skarbnika i kilku zwykłych członków zarządu. Sprawy cechowe były objęte tajem- nicą i nie należało ich ujawniać nawet przed rodziną. 
 
garnc

Garncarz przy kole garncarskim ok. 1500 roku. Scena najwyraźniej została zaaranżowana – dookoła śnieg i mróz a majster wytacza gotowego siwaka

Mistrz  z Biecza mógł zatrudniać jednego czeladnika biegłego w sztuce i jednego ucznia. Mistrz z Malborka mógł zatrudniać trzech czeladników. Praca u mistrza była płatna według ustalonej przez cech stawki. Deficytowe surowce i produkty były zakupywane przez cech i rozdzielane między członków. Dotyczyło to np. białej glinki i niektórych barwników. Karalne było wywożenie odpadów poprodukcyjnych na działkę z której pobierał glinę inny członek cechu. Takie regulacje sprzyjały utrzymaniu jednakowego statusu materialnego wśród członków cechu.Początkowo wszystkie cechy podlegały Krakowowi, później wyodrębniły się cechy Wiślicy a w 1527 roku Zygmunt I Stary wyodrębnił cechy warszawskie. Główny cech pełnił rolę instancji odwoławczej w razie zaistnienia sporów.Działalność cechów hamowała rozwój rzemiosła, powodowała drożyznę i z tych powodów nie podobała się kupcom oraz szlachcie. Ta ostatnia, dążąc do pełni władzy, nie chciała tole- rować wzrostu zamożności i władzy wojskowej miast, których mieszkańcy zorganizowani w cechach mieli siły zdolne przeciwstawić się jej samowoli. Stąd wynikały próby likwidacji, a przynajmniej ograniczenia władzy miast i cechów. W 1420 (lub 1423) roku Władysław Jagiełło zniósł cechy. Później Jan Olbracht potwierdził ten fakt w roku 1496. W 1532 Zygmunt Stary przywrócił cechy, lecz już w 1538 roku ustawą w Piotrkowie znowu zabroniono tworzenia i zrzeszania się w cechach. Ustawę wyko- nano dopiero w 1550 roku za Zygmunta Augusta, zachowując jednak prawa cechów w kwestii obyczajów religijnych członków stowarzyszenia. Stąd, w większości statutów na początku znajduje się dużo uregulowań dotyczących obchodów różnych uroczystości kościelnych. Efekty wprowadzenia w życie owych ustaw były niekorzystne dla gospodarki państwa. Reakcją, zwłaszcza na ostatnią ustawę, była liczna emigracja wysoko wykwalifikowanych rzemieślników, głównie tych niedawno przybyłych. Natomiast w zagranicznych cechach wydano zakaz wędrówek czeladniczych do Polski. Te niepożądane skutki zmusiły króla do odwołania antycechowych praw. W końcu organizacje cechowe utrwaliły się, a nadzór nad nimi powierzono magistratom miast. Następna reforma dokonana w drugiej połowie XVIII wieku przez Komisję Boni Ordinis wprowadziła do cechów funkcję stałego kontrolera, pochodzącego najczęściej z rady miejskiej.Statuty rzadko powstawały jako nowe i oryginalne. Najczęściej przepisywano statuty wcześniej utworzonych cechów z innych miast, odpowiednio modyfikując je i dostosowując do aktualnej sytuacji. Pochodzący z początku XVI wieku statut cechu garncarzy z  Malborka jest zbliżony do statutów z Gdańska, Elbląga i Torunia. Statut podlegał zatwierdzeniu przez władcę (w miastach królewskich), właściciela miasta lub radę miejską. Garncarzom z Reszla statut zatwierdził w 1579 roku biskup Marcin Kromer.
Na przestrzeni od XVI do XVIII wieku zaostrzają się kryzysy wewnątrz organizacji cechowej, doprowadzając do wielu konfliktów pomiędzy majstrami a uczącymi się zawodu, zwłasz- cza czeladnikami. Majstrowie, chcąc sobie powetować zmniejszające się zyski, obniżali opłaty swoim uczniom i zwiększali im obowiązki. Zmniejszenie zysków brało się z konieczności kupowania barwników, matryc i narzędzi u kupców. Ponadto szlachta, potencjalnie najbogatszy klient, bardzo chętnie korzystała z usług rzemieślników niezrzeszonych (partaczy) lub sprowadzanych z zagranicy. Ci ostatni nie byli zainteresowani opłacaniem swojej przynależności do miejscowego cechu. Mniejsze zyski rzemie- ślników wynikały również z pozbawienia chłopów pańszczyźnianych siły nabywczej. W dodatku pojawiły się i stopniowo rozpow- szechniały metalowe i szklane substytuty wyrobów rzemiosła garncarskiego.Cechy mogły być jednorodne, zrzeszające twórców z jednej dziedziny lub mieszane (pospólne), spotykane zwłaszcza w mniejszych miastach, gdzie nie można było w jednej dziedzinie rozwinąć większej produkcji. W Starym Sączu od 1638 roku istniał wspólny cech zrzeszający garncarzy, kowali, bednarzy i ślusarzy. Nie należy się dziwić obecności garncarzy w takim “metalowym” towarzystwie, bowiem producent pieców potrze- bował drutu do spinania kafli i blachy na drzwiczki. Styczność z rzemiosłem metalowym jest więc oczywista. Oczywiste i bardziej naturalne było jednak zrzeszenie garncarzy, zdunów i strycharzy (ówczesnych producentów cegły). Takie zrzeszenie miało miejsce np. w Gnieźnie – mówi o tym statut z 1522 roku.Zanim spisano statuty, wielu rzemieślników działało w oparciu o prawo zwyczajowe. Z 1420 roku pochodzi projekt statutu cechowego garncarzy z Elbląga. Kaflarstwo i stawianie pieców zaczęto obejmować przepisami cechowymi począwszy od 1509 roku.Liczebność członków cechu w oczywisty sposób określał po- pyt. W 1499 roku we Wrocławiu w swoim cechu zrzeszonych było 20 garncarzy, ale aż 118 piekarzy. W Osieku w XVI wieku było 16 cechów, w tym osobny cech zdunów. W 1564 roku w cechu pilskim było 18 garncarzy a w 1665 cech sanocki liczył ich tylko ośmiu. Najliczniej garncarze byli reprezentowani w XVI i XVII wieku. Na przestrzeni lat liczba warsztatów zrzeszonych w danym cechu zwykle zmieniała się w niewielkim zakresie – w razie zwiększonego popytu wygodniej było przyjąć kolejnego ucznia, chociaż i z tym różnie bywało. Do cechu garncarskiego w Opolu w latach 1686-1742 (56 lat) przyjęto zaledwie 43 uczniów.
Nie wszystkie dziedziny rzemiosła były na tyle silne, aby zorganizować się w cech i uzyskać odpowiedni przywilej. W Gdańsku na początku XV wieku działały 23 cechy a liczba rzemiosł niezwiązanych w cechy wynosiła 25. System nakładczy oraz manufaktury bardzo osłabiły władzę cechową, ale jeszcze w 1796 roku w Warszawie funkcjonowały 33 cechy. Działało jednak coraz więcej rzemieślników nienależących do żadnego cechu (kamieniarze, malarze, fryzjerzy).Do cechów nie mogli należeć Żydzi. Rzemieślnicy żydowscy swoją produkcję rozprowadzali głównie wśród współwyzna- wców. Kiedy ustrój cechowy osłabł wiele rzemiosł, zwłaszcza z kategorii określanych jako lekkie np. krawiectwo, opanowali prawie całkowicie. Żydzi jako dokuczliwa konkurencja powszechnie byli uważani za głównych partaczy, zaniżających ceny i psujących rzemiosło mniejszą dbałością o solidne wykonanie wyrobu. Nie wszystkiemu jednak byli winni. Chociażby z kroniki Lwowa napisanej przez Zubrzyckiego dowiadujemy się, że w związku z niezbyt dobrą jakością wyrobów, w roku 1610 rozkazano garncarzom robić dobre garnki i mieć ich dostateczny zapas, pod groźbą pozwolenia obcym na ich sprowadzanie i sprzedawanie. W Prusach do 1808 roku, Żydom pozwalano się osiedlać tylko w miastach zniszczonych i zagrożonych wyludnieniem gdzie mogli zajmować się handlem lub produkcją nie objętą przymusem cechowym.Zwyczajowo władza cechu obejmowała miasto i jego okolicę w promieniu jednej lub dwóch mili. Gdy w okolicy powstawał nowy cech zdarzało się, że między nimi dochodziło do konfliktu o kompetencje. W 1656 roku Teofila Sobieska (matka Jana III) rozwiązała cech w Żółkwi, uznając na zasadzie starszeństwa nadrzędność cechu garncarskiego z Glińska. Glińsk był ważnym ośrodkiem kaflarstwa. W 1685 Jan III Sobieski powtórnie nadaje przywileje cechowi w Glińsku (prawdopodobnie po to, aby definitywnie skończyć konflikt z Żółkwią). Naturalną koleją rzeczy, ze względu na obfitość dobrego surowca, w późniejszym czasie powstała na miejscu fabryka kafli i pieców. Istniała do 1939 roku i posiadała matryce swoich wyrobów nawet sprzed stu lat. W przypadku zniszczenia w jakimś piecu jednego lub kilku kafli można je było łatwo zastąpić nowymi. Należy sądzić, że zwyczaj przechowywania matryc był u wytwórców normalną praktyką.Ograniczenia cechowe były różne w poszczególnych mia- stach. W Krakowie warsztat garncarski mógł na targ wystawić w tygodniu tylko 12 koszy garnków. Wydany w 1511 a obowią- zujący do 1762 roku przywilej cechu garncarzy z Bolesławca określał, że w mieście może działać tylko pięć warsztatów garncarskich. Wszyscy członkowie cechu znali się bardzo dobrze, bo mieli blisko siebie warsztaty, obowiązkowo spotykali się na ze- braniach, uroczystościach oraz przy kuflu. Na rynku cech miał swoje miejsce do handlu. Każdy, kto chciał sprzedawać gdzie indziej, był dla straży miejskiej łatwo zauważalny. Musiał oddać towar (przepadek) i trafić do aresztu miejskiego. Prawo budowy pieca garncarskiego było zastrzeżone wyłącznie dla mistrzów cechowych. Walcząc z konkurencją zabraniano garncarzom sprzedawania garnków po okolicznych wsiach za pośrednictwem wędrownych handlarzy. W ramach porozumień zawartych miedzy cechami ustalano czasami specjalne przywileje handlowe dla rzemieślników zamiejscowych. Na mocy porozumień z roku 1664 i 1696 opolscy garncarze mogli handlować swoimi wyro- bami we Wrocławiu. Do handlu byli uprawnieni tylko mistrzowie i to tylko ci, którzy zostali  wyszczególnieni na liście przekazanej do Wrocławia (aby nikt obcy nie mógł się podawać za opolanina). Nowy mistrz musiał trochę odczekać aż go umieszczą na liście  a tę przekażą do obcego cechu.  Mistrz na handel mógł wziąć wyłącznie własne wyroby. Nie mógł więc po koleżeńsku zabrać na sprzedaż wyrobów kolegów, chociażby jego własne zajmowały tylko połowę pojemności środka transportu (opolanie korzystali z łodzi). W 1658 roku rada cechu gdańskiego pozwo- liła aby obcy mogli sprzedawać swoje wyroby 4 razy w roku po 14 dni w tym dwa razy mogły to być wyroby polewane. W Toru- niu obcy mogli handlować tylko przez dwa dni a i to w miejscu oddalonym od głównego rynku. Pozwolenia na handel były raczej wyjątkiem i dotyczyły głównie garnków na które popyt był znaczny. Niektóre cechy tolerowały tak zwanych półbraci – rzemieślników niezrzeszonych wykonujących proste i niezbyt opłacalne wyroby. Nabycie odpowiednich umiejętności zawodowych powinna zapewnić wieloletnia nauka i praktyka u mistrza cechowego. Jednak uczeń mógł się nauczyć tyle, ile chciał nauczyć go mistrz. Mistrz, działając w interesie cechu i swoim, nie był zainteresowany wypuszczeniem samodzielnego rzemieślnika. Oczywiście ponosił pewne koszty związane z utrzymywaniem ucz- niów, ale jeszcze więcej na ich pracy zyskiwał. Podlegli mistrzowi uczniowie nie byli trzymani w zamknięciu, lecz każde nieposłu- szeństwo lub niewywiązanie się z obowiązków podlegało różnym karom pieniężnym, a samowolne opuszczenie mistrza oznaczało rozpoczęcie nauki od początku. Za takim zbiegłym uczniem, cech wysyłał do innych cechów listy gończe z odpowiednią informacją. Pod pozorem dbałości o estetykę uczniowie mieli zakaz pokazywania się na ulicy w stroju roboczym co praktycznie uniemożliwiało robienie przerw w pracy. Czas pracy czeladnika statuty określały niezbyt ściśle: od rana do zmroku. Nie można było pracować w święta a wypalanie, pod groźbą kary, należało zakończyć przed godziną trzecią w sobotę. W celu obrony swoich interesów czeladnicy tworzyli własne organizacje. W Malborku zachował się statut bractwa czeladników garncarskich z 1594 roku. Związek czeladników działał też w Szprotawie (k. Zielonej Góry). Próby zrzeszania się w celu samoobrony były likwidowane pod zarzutem nieposłuszeństwa a nawet łamania prawa. W państwie Habsburgów edykty z roku 1731 i 1739 zabraniały tworzenia bractw czeladniczych a nawet zmawiania się w celu podniesienia stawki płacowej.
Szansą poznania czegoś nowego był obowiązek dwuletniej wędrówki, egzekwowany od czeladników przed wyzwoleniem na mistrza. Wysyłany na wędrówkę czeladnik, zaopatrywany był w odpowiednie zaświadczenie. W większych ośrodkach miej- skich istniały karczmy cechowe, gdzie wędrujący mogli się zatrzymać, przenocować i dopytać o mistrza mającego wolne miejsce. Ogólnie rzecz biorąc, aby się wyzwolić, trzeba było mieć szczęście być synem majstra, zostać jego zięciem lub po jego śmierci ożenić się z wdową. W takich sytuacjach cech szedł kandydatowi na rękę, stosując różne upusty w opłatach i poma- gając w wyzwoleniu. W innych przypadkach należało trafić na dobrego mistrza i okres zwiększonego popytu na dany towar – łatwiej wówczas można było uzbierać potrzebne pieniądze uw- zględniając dodatkowe wydatki na poczęstunki dla członków cechu, mające na celu zaskarbienie ich przychylności przy ocenie majstersztyku. Nowo mianowany mistrz też miał spore wydatki. W opolskim cechu garncarskim przed rokiem 1739 mistrz musiał dać: “2 ćwierci dobrego wołowego mięsa, jedno cielę, dwie wieprzowe głowy, pieczeń wieprzową, kur 9, gęsi 4, prosiąt 4, kiełbas 4. Nadto 4 garnce wina, półtora achtela piwa (achtel=1/8 beczki), chleb, ryby i przyprawy korzenne, a nawet karty do gry i wynająć na dwa dni kucharza.” Przeważnie też musiał kupić dom, ożenić się i przyjąć obywatelstwo miejskie. Musiał też dać kilka talarów opłaty cechowej i kilka funtów wosku na świece. W Malborku czeladnik przed wyzwoleniem musiał uzbierać na zbroję bowiem cech garncarski miał przydzieloną do obrony bramę św. Ducha zwaną garncarską.Obowiązek wykonywania majstersztyku pojawił się najpierw we Włoszech, później praktykowany był we Francji. Nazwa jednak pochodzi z języka niemieckiego, bowiem zwyczaj ten przy- szedł do nas z Niemiec wraz z rzemieślnikami i lokacją miast na prawie magdeburskim. Wyzwalający się, wykonując zadaną przez specjalną cechową komisję pracę czyli majstersztyk poka- zywał, że opanował swoje rzemiosło w stopniu wystarczającym i że nie będzie przynosić wstydu cechowi. Trzeba pamiętać, że od należytego wykonywania zawodu często zależało życie klienta a nawet wielu ludzi (źle postawiony piec mógł spowodować za- trucie czadem). Dlatego także władze miasta i kraju były zaintere- sowane tym, aby kandydujący na majstra otrzymywał zadania o odpowiednim poziomie trudności. W 1747 ukazało się pruskie rozporządzenie znoszące majstersztyki starego typu (to znaczy wymagające wykonawstwa prac, na które już dawno nie było zapotrzebowania) oraz likwidujące wysokie opłaty na rzecz cechu. Teoretycznie rzemieślnik powinien być fachowcem wysokiej klasy.  Zdarzały się jednak odstępstwa od teorii. Austriacka komisja cesarska podczas lustracji Dobrodzienia w 1724 roku stwierdziła, że umiejętności rzemieślników w tym miasteczku są znikome, a nie posiadając wystarczających kwalifikacji do wykonywania zawodu, swoich uczniów szkolą na jeszcze niższym poziomie.cechu garncarskim jako majstersztyk należało wykonać zestaw znacznej wielkości naczyń, każde z jednego kawałka gliny albo kwadratowy piec nie uszkadzając przy tym żadnego kafla. Mistrz garncarski z Malborka (Prusy Królewskie) musiał wykonać misę wysoką na 16 cali, okrągły kafel miskowy wysoki na cali 18, postawić piec opalany drewnem a także przygotować projekt ozdobnego pieca w przekrojach i widokach. Jeśli wszystko poszło dobrze, nowy mistrz otrzymywał od cechu nowe zaświadczenie, tym razem o prawie samodzielnego wykonywania zawodu. Cechy posiadały własne pieczęcie, którymi stem- plowano wydawane dokumenty. Na pieczęciach, oprócz odpowiedniego napisu, przedstawiano typowe dla danego rzemiosła wyroby, używane narzędzia lub surowce. Na pieczęci u garncarzy widniał zwykle garnek lub koło garncarskie. Cechy posiadały własne kasy tzw. lady z gotówką kilku, kilkunastu talarów na rok pochodzącą ze składek członkowskich, opłat wpisowych i kar za różne przewinienia. W opolskim cechu garncarzy, w latach 1727-1739 składki te wahały się od 13 do 40 talarów.
W1811 roku w państwie pruskim zniesiono przymus cechowy i umożliwiono wolną konkurencję. Ograniczono też czas nauki zawodu. Wcześniej pod panowaniem austriackim obowiązujące na Śląsku, wprowadzone edyktem cesarskim z 1731 roku oraz przez Generalne Artykuły Cechowe w roku 1739, ograniczenia czasu nauki pod panowaniem pruskim, nie zawsze były respektowane. Zgodnie z przepisami od garncarzy wymagano 2 lat nauki – po tym okresie można było zostać czeladnikiem. Wcześ- niej np. w opolskim cechu garncarzy długość nauki uzależniona była od wysokości wnoszonej przez ucznia opłaty.W1816 przeprowadzono kolejną reorganizację cechów w Królestwie Polskim. W roku 1825 powołano Politechnikę Warszawską, otwierając ścieżkę kształcenia pozacechowego. W wydanym zarządzeniu, na miejsce majstersztyków, wprowadzono formalne egzaminy z podaniem teoretycznych zagadnień do opanowania. Jak wyglądał egzamin, wprawdzie nie na garncarza, można zobaczyć w doskonałym filmie “Zaklęte rewiry”.Od drugiej połowy XIX wieku organizacja cechowa, pomimo wielu prób przeciwdziałania, coraz bardziej słabnie. Przemysł i masowa produkcja robią swoje. W Bieczu, mieście o wielowie- kowej tradycji garncarskiej ostatni cechowy garncarz Jan Gumiński zaprzestał produkcji już w roku 1865. Od początku XX wieku rzemieślnicy zaczynają się zrzeszać nie według produkowanego wyrobu, lecz według miejsca zamieszkania, tworząc regionalne izby rzemieślnicze. W wielobranżowej grupie mieli większe moż- liwości wpływu na dotyczące ich sprawy.

 Źródło : http://kafle-piece.republika.pl/wstep.htm

Planujesz kominek, piec lub kuchnię kaflową? Marzysz o piecu chlebowym lub do pizzy?

Skorzystaj z naszej oferty:

+48 504 481 668, maciekburdzy@gmail.com, kaflarnia-zduny.pl.

Świadczymy usługi na terenie całej Polski.

Wybrane artykuł