maciekburdzy@gmail.com

Zduńskie opowieści to serwis o kaflach, piecach i kominkach. Przedstawia dawne urządzenia grzewcze. Pokazuje zdjęcia, ciekawostki historyczne, rysunki, własne i cudze artykuły oraz odkrycia i wspomnienia. Zawiera i informuje o wydarzeniach z branży zduńskiej oraz wystawach muzealnych. Wywołuje uczucia od melancholii po uśmiech. Buduje zamiłowanie do dawnych rzeczy, które przeminęły oraz promuje kulturę ognia.

Historia kaflarni w Witnicy w latach 1945-1993

Fabryka wyszła z zawieruchy wojennej cało. Protokolarne przekazanie obiektu przez przedstawicieli Armii Czerwonej reprezentantom Grupy Operacyjnej KERM miało miejsce 9 sierpnia 1945 roku. Jak to już wiemy z raportu Grupy z maja tego roku, potrzeba było dwu tygodni, aby uzupełnić braki i zakład uruchomić. W raporcie jest mowa o tym, że fachowcy są. Tymi fachowcami byli Niemcy, których kilka rodzin zatrudnionych w kaflarni ochroniono przed czerwcowym wypędzeniem pod warunkiem przeszkolenia w obsłudze maszyn i przyuczenia w produkcji kafli polskich robotników. W piśmie do Komitetu Miejskiego Polskiej Partii Robotniczej w Witnicy z 29 listopada 1945 roku, w odpowiedzi na pytanie czemu uruchomiony zakład wstrzymał zatrudnianie nowych pracowników, kierownik Fabryki Kafli Zjednoczenia Przemysłu Materiałów Budowlanych Władysław Mucha (mianowany na to stanowisko przez kierownika Grupy Operacyjnej Ministerstwa Przemysłu) podaje, że zatrudniono 35 ludzi, z których tylko 12 jest wykwalifikowanych. W liczbie 12 wykwalifikowanych było 9 Niemców. W sierpniu 1946 roku było już 73 pracowników w tym 6 Niemców (4 mężczyzn i 2 kobiety). W kaflami Niemcy pracowali do roku 1948, a potem zostali
wywiezieni za Odrę.

Stwierdzone braki, według zestawienia dotyczącego kaflami z 2 października 1945 roku, którymi obciążono żołnierzy radzieckich, obejmowały między innymi: 21 elementów urządzenia prasy, 29 silników elektrycznych; 82 pasy transmisyjne różnej długości; 6 koni pociągowych; 45 świń; 6 dojnych krów. Stwierdzono także dewastację 9 pokoi mieszkalnych i 5 biurowych w przyfabrycznym budynku.

Rosjanie z zamiarem wywiezienia do swego kraju zdobycznego łupu, traktowanego jako rekompensata za szkody wojenne poczynione przez Niemców na ich ziemiach, zorganizowali także i w Witnicy szereg magazynów gromadzących poszczególne rodzaje sprzętów i urządzeń. Były magazyny pianin i fortepianów, luster, tapczanów, talerzy i innej zastawy, dzieł sztuki, bryczek i powozów, samochodów i motocykli, maszyn, urządzeń fabrycznych i tak dalej. Część zebranego niemieckiego mienia wywieziono w pierwszej połowie roku 1945. W sierpniu tego roku na mocy porozumienia zawartego pomiędzy rządami polski i ZSRR magazyny łupów wojennych znajdujące się, jak wtedy się mówiło, na Ziemiach Odzyskanych, powinny zostać przekazane stronie polskiej. Jak wynika z raportu burmistrza Witnicy z dnia 3 października 1945 roku, w rękach Armii Czerwonej pozostawało jeszcze 14 magazynów. Jednym z nich był magazyn silników elektrycznych zlokalizowany w hali przy torach kolejowych, w którym były także silniki z kaflami. Jak relacjonował po latach piszącemu te słowa ówczesny pracownik kaflarni Bolesław Biel, uruchomienie zakładu wymagało między innymi odzyskania zabranych silników. Zrobiono to podstępem: zagadywano radzieckiego wartownika w ten sposób, aby można było z drugiej strony długiej hali w tym samym czasie ładować silniki na wóz. Dotkliwie odczuwano brak pasów transmisyjnych, których także w kaflami brakowało. Pasy, wykonywane w tamtych latach ze skóry, były powszechnie poszukiwanym przez szewców materiałem na wyjątkowej wartości zelówki do butów. Nabycie pasów transmisyjnych natrafiało na szczególne trudności. W kaflarni brakujące pasy zastępowano wężami strażackimi przywożonymi ze zniszczonego Kostrzyna.

Jako jeden z pierwszych oddziałów fabryki ruszyła maszynownia. Tutejsza maszyna parowa poruszała prądnicę dostarczającą miastu energię elektryczną. Do wkroczenia Armii Czerwonej Witnica była zaopatrywana przez elektrownię znajdującą się za Odrą w Finkenheerd pod Frankfurtem. Od lutego 1945 roku centralną część miasta oświetlała uruchomiona przez radzieckie władze wojskowe elektrownia w fabryce mebli „Fortuna”, a od lata 1945 roku przez fabrykę kafli. Przy uruchamianiu elektrowni w kaflami pracowało 23 Niemców. Elektrownia ta działała do połowy listopada, kiedy Witnica została podłączona do sieci zaopatrywanej przez elektrownie w Bledzewie, Kamiennej a następnie w Gorzowie i Krośnie Odrzańskim.

Produkcja ruszyła pod koniec roku 1945. Produkowano do 40 000 sztuk kafli miesięcznie. W roku następnym fabryka brała udział w I Wystawie Przemysłowej w Gorzowie zorganizowanej w dniach 2-4 marca. W wydanym z tej okazji katalogu czytamy że Fabryka Kafli Pod Zarządem Państwowym w Witnicy należy do Zjednoczenia Przemysłu Materiałów Budowlanych Województwa Poznańskiego w Poznaniu i produkuje 100 000 kafli miesięcznie. W sprawozdaniu z datą 3 kwietnia tego roku podaje się jednak, że miesięczna produkcja sięga tylko niewiele ponad 60 000 kafli. W roku tym zakład borykał się z problemem zbytu swych wyrobów. W planie na rok 1947, licząc się z tymi trudnościami planowano miesięczną produkcję tylko w wysokości 25 000 sztuk kafli. W tej sytuacji Zjednoczenie zdecydowało o redukcji zatrudnienia.

Lata 1947-1948 były tragiczne dla witnickiego przemysłu w ogóle. Na posiedzeniu Miejskiej Rady Narodowej w dniu 11 grudnia 1947 roku radni bili na alarm. Browar w konsekwencji pogorszenia się jakości piwa stanął w obliczu likwidacji i zamiany na rozlewnię. Wobec braku ziemniaków zredukowano zatrudnienie w Zakładach Przemysłu Ziemniaczanego w Witnicy. Redukcja pracowników dotknęła także tutejszą cegielnię. Postanowiono wystosować memoriał do Ministerstwa Ziem Odzyskanych. Podjęte działania uratowały browar i polepszyły nieco sytuację w innych zakładach. W roku 1949 produkowano około 40 000 sztuk kafli miesięcznie (ok. 500 000 rocznie).

Druga połowa roku 1947 zaznaczyła się w życiu załogi kaflami także skandalem, wywołanym aresztowaniem dotychczasowego kierownika, który wraz z dwoma innymi ważnymi osobami w miasteczku: pierwszym sekretarzem Polskiej Partii Robotniczej i kierownikiem browaru oskarżeni zostali o zawłaszczenie na użytek prywatny armatury wodociągowej z nieczynnej wytwórni w podwitnickiej wsi Mościczki. Władysław Mucha przyjechał do Gorzowa wraz z częścią Grupy Operacyjnej 2 maja 1945 roku. Miał wtedy 51 lat. Urodził się w Zawierciu, studiował handel w Breslau. Pracował w firmach handlowych w Zgierzu i Warszawie. Znając biegle francuski, angielski, niemiecki i rosyjski, zajmował się zakupami na rynkach tych krajów. Przez pewien czas był kierownikiem sekretariatu hrabiny Marii Zamojskiej w Paryżu. Po aresztowaniu już do Witnicy nie wrócił. Po nim na krótko kierownikiem został mistrz kaflarski Antoni Krzykała, oddelegowany tu z fabryki kafli w Otrzeszowie w Wielkopolsce.

Po uruchomieniu w roku 1950 pieca tunelowego zatrudnienie w zakładzie wzrosło z 86 do 159 pracowników, a produkcja do ponad 128 000 tak zwanych jednostek kaflarskich miesięcznie (piec budowany jest z 275 jednostek kaflarskich, w tym kilka form kafli). Zakład produkował w końcu lat pięćdziesiątych do 60 pieców dziennie, co w przeliczeniu: 365 dni x 60 daje nam około 21 000 pieców rocznie, przy 14 000 pieców produkowanych przez Strunka. W tym czasie w ramach produkcji ubocznej przez kilka lat wytwarzano w kaflami także szkło piankowe. Lata sześćdziesiąte nadal były pomyślne dla zakładu, ale następna dekada zaznaczyła się spadkiem zapotrzebowania na te produkty. W okresie dużego zapotrzebowania na kafle zakład borykał się z brakiem robotników. Trzeba było odwoływać się do zatrudniania więźniów z zakładów karnych ze Słońska i Gorzowa.

Gierkowska „dekada sukcesu” oparta na zagranicznych pożyczkach zaznaczyła się w kaflarni wymianą maszyn przeprowadzoną w latach 1971-72. Według instrukcji technologicznej z roku 1975, zakład pracował na dwie zmiany przez 365 dni produkcyjnych, zatrudniając 80 pracowników. Wśród urządzeń zakładu wymieniono: gniotownik dwutorowy, młyn kulowy, dołownię, 3 przenośniki taśmowe, walce gładkie, prasę taśmowa, transporter pionowy, wózki platformowe i wózek akumulatorowy, 8 pras kaflarskich z wymienną głowicą, nadpiecową suszarnię przestrzenną, 4 piece okresowe i piec tunelowy opalany przy zastosowaniu gazogeneratora gazem czadnicowym. Piec ten został przedłużony z 40 do 54 metrów. Wypalano w nim w ciągu doby 12 wózków wypełnionych jednostkami ceramicznymi przy temperaturze 1000 stopni Celsjusza.

Powierzchnia gruntów pod zabudowaniami obiektów fabrycznych, placów składowych, dróg dojazdowych i pod budynkami mieszkalnymi wynosiła 1,79 ha. Do zakładu należała między innymi działka położona przy ulicy Sikorskiego o powierzchni około 0,14 ha, na której w roku 1960 kaflarnia zbudowała pierwszy wzniesiony po wojnie w tej miejscowości nieprywatny dwurodzinny budynek mieszkalny.

W obliczu stale zmniejszających się zamówień na kafle pod koniec lat siedemdziesiątych fabryka przeistoczyła się w Zakład Materiałów Ogniotrwałych „Kaflarnia”. W roku 1981 uruchomiono nowy ciąg technologiczny pozwalający na przestawienie produkcji z kafli na różnego typu wyroby szamotowe, używane w odlewniach metalu i przez producentów kuchenek domowych. Były wśród nich: kształtki szamotowe, kształtki układów wlewowych, kolanka i trójniki, prostki i płytki wyrównawcze, wlewki odlewnicze, rurki żerdziowe i inne. Do produkcji wyrobów szamotowych specjalny rodzaj gliny niewystępujący w Witnicy sprowadzano z Jaroszowa i Bolesławca w Jeleniogórskiem i Andrespola pod Łodzią (stąd, po wyczerpaniu się sporych zapasów glazury produkowanej przez Strunka, sprowadzano także glazurę zawierającą szkodliwe dla zdrowia pracowników składniki).

Wyroby szamotowe dostarczano między innymi do odlewni żelaza w: Siedlcach, Kielcach, Końskiem, Elblągu („ZAMECH”), Ostrowcu Świętokrzyskim, Katowicach i do Fabryki Pomp w Szczecinie. Duże dostawy witnickich wyrobów odbierał „POMET” w Poznaniu i „DOMGOS” w Inowrocławiu. Według porozumienia z 1 lutego 1982 roku zawartego przez zakład z Inowrocławskimi Zakładami Metalowymi „DOMGOS” w sprawie organizacji dostaw witnickich wyrobów, inowrocławianie zobowiązali się do podstawiania na witnicką stację kolejową dziennie nie więcej niż dwa wagony. Będą to kontenery, a wyroby powinny być załadowane na paletach po 20 słupków. Okres załadunku ustala się na 6 godzin od momentu zawiadomienia przez PKP o podstawieniu wagonu. Koszt transportu ponosi odbiorca.

Okres pomyślności zakładu zbliżał się, tak jak to było w tysiącach przypadków różnych innych polskich fabryk tej epoki, ku końcowi. W roku 1985 zakład zatrudniał 51 pracowników. W roku tym w miesiącach styczeń – czerwiec nie sprzedano ani jednego kafla. W lipcu sprzedano 25 000 sztuk. W następnych miesiącach: 51 000; 68,000; 50 000. W grudniu nie było nabywców.

W tym samym roku na łamach „Gazety Lubuskiej” (30 VIII 1985) ukazała się nostalgiczna w tonie notatka: Witnicka Kaflarnia -jedyny tego typu zakład w województwie, produkował przed dziesięcioma łaty 4,5 mil jednostek i ciągle było ich za mało. Dzisiejsze zapotrzebowanie na kafle opiewa na… 100.000. Produkuje się zatem co innego – wyroby szamotowe (wkłady do elektrycznych pieców akumulacyjnych oraz tuleje do pieców szamotowych, w których przeprowadza się termiczną obróbkę materiałów).

Im bliżej końca lat osiemdziesiątych, tym mniej zamówień nadchodziło także na nowe wyroby oferowane przez zakład. Próbowano jeszcze produkcji płytek okapowych, płytek do wykładania ścian zewnętrznych budynków i tym podobnych wyrobów, ale rynek nie zgłaszał zapotrzebowania. Zakłady kupujące w Witnicy wyroby szamotowe same zaczęły przeżywać gospodarcze trudności. W wyniku przemian ustrojowych zachodzących w kraju zlikwidowane zostały w roku 1992 Gorzowskie Zakłady Ceramiki Budowlanej z siedzibą w Skwierzynie, do których należały cegielnie i kaflarnia w Witnicy i oba zakłady stały się własnością lokalnego samorządu. W obliczu pogłębiającego się ogólnego kryzysu gospodarczego i słabej kondycji finansowej przedsiębiorstw państwowych – odbiorców produktów wytwarzanych w tutejszej kaflami – zakład w roku 1993 został zamknięty. Jedną z hal zakupił Mirosław Laszko, przystosowując ją do produkcji papierowych wyrobów higienicznych, a pozostałe budynki fabryczne Andrzej Erhard z zamiarem przebudowy pomieszczeń na budynki mieszkalne. Obaj nabywcy są mieszkańcami Witnicy. Budynek biurowo-mieszkalny przejęty został na cele mieszkaniowe przez władze samorządowe.

Z szeregu kierowników zakładu najdłużej utrzymał się na tym stanowisku wspomniany już Jan Zabłocki (1956-1984), po którym władzę w kaflarni przejął jego syn Andrzej Zabłocki, od roku 1990 pełniący w Witnicy urząd burmistrza.

Rozwój ekonomiczny kieruje się swymi prawami popytu, podaży, konkurencji. Są to procesy ogólniejsze, których upadek witnickich zakładów ceramicznych może być ilustracją, konkretnym przykładem. Zakład stał przed koniecznością zmiany profilu produkcji i związaną z tym koniecznością kolejnej modernizacji, na co państwowe firmy nie miały stosownych środków. Kryzysowa sytuacja kraju i społeczno-polityczny kontekst lat osiemdziesiątych nie sprzyjał podejmowaniu inicjatyw unowocześniania zakładu. W okolicy i w kraju były zakłady potężniejsze i bardziej nowoczesne, które jednak także spotkał ten sam los. Poza prawami wolnego rynku jest jednak jeszcze czynnik ludzki: pomysłowość, inicjatywa, odwaga podejmowania ryzyka, wytrwałość, sztuka przetrwania czasu kryzysu. Czy upadek cegielni -najstarszych zakładów przemysłowych Witnicy o ponad czterystuletniej tradycji i flagowego zakładu tej branży kaflarni – traktować należy jako naturalną śmierć, konsekwencję obiektywnych procesów, czy także jako efekt braku wymienionych cech kierownictwa tych firm? (…)

Bez tytułu

Fragment tekstu autorstwa Zbigniewa Czarnucha pt. “Początek, okres świetności i upadek
witnickiego rzemiosła i przemysłu ceramicznego” opublikowanego w “Nadwarciański Rocznik Historyczno-Archiwalny nr 9, 97-131” 2002.

 

Planujesz kominek, piec lub kuchnię kaflową? Marzysz o piecu chlebowym lub do pizzy?

Skorzystaj z naszej oferty:

+48 504 481 668, maciekburdzy@gmail.comkaflarnia-zduny.pl.

Świadczymy usługi na terenie całej Polski.

Wybrane artykuł