maciekburdzy@gmail.com

Zduńskie opowieści to serwis o kaflach, piecach i kominkach. Przedstawia dawne urządzenia grzewcze. Pokazuje zdjęcia, ciekawostki historyczne, rysunki, własne i cudze artykuły oraz odkrycia i wspomnienia. Zawiera i informuje o wydarzeniach z branży zduńskiej oraz wystawach muzealnych. Wywołuje uczucia od melancholii po uśmiech. Buduje zamiłowanie do dawnych rzeczy, które przeminęły oraz promuje kulturę ognia.

Wystawa “Nie święci garnki lepią”

Znalezione w sieci…

Wernisaż wystawy – „Nie święci garnki lepią„ 

Wystawa, którą pragniemy Państwu zaprezentować, przedstawia dorobek małej, rodzinnej firmy ceramicznej, którą prowadził Emerich Krzempek wraz z synem Romanem i piszącą te słowa córką Bernadetą Parchańską.

Tradycje ceramiczne w rodzinie Krzempków, związane są z dziejami kaflarni założonej w latach 30-tych XX wieku przez moich dziadków: Annę i Józefa Krzempków. Strumień w owym czasie był silnym ośrodkiem kaflarskim w regionie, w miasteczku istniała także szkoła ceramiczna. Kaflarnie w owym czasie były trzy. Największa należała do Walentego Gnidzińskiego (jej ruiny są obecnie w trakcie rozbiórki), następną co do wielkości prowadził mój dziadek Józef Krzempek (zatrudniał ok. 12 osób), a właścicielem trzeciej był pan Leopold Kasza. Piece kaflowe były wtedy wszechobecne, toteż wszystkie trzy zakłady nieźle prosperowały. Dobrze rozwijającą się działalność przerwała wojna. W trudnych latach powojennych, moi dziadkowie wraz z rodziną zdołali wyremontować zniszczony budynek, ale ich kaflarnia już nie funkcjonowała. Warto w tym miejscu zaznaczyć, że jeden z Krzempków kontynuował to rzemiosło – był to Wilhelm, najmłodszy brat mojego dziadka. Osiadł w Myślenicach i tam założył kaflarnię, którą do dziś prowadzi jego syn Aleksander.

W nawiązaniu do rodzinnej tradycji, mój ojciec Emerich, w połowie lat 50-tych otworzył warsztat garncarski produkujący gliniane doniczki. Początkowo były formowane ręcznie w formach gipsowych, dopiero później zakupiono maszynę do form metalowych. Doniczki były wypalane w piecu opalanym węglem.
Również nieżyjący już wujek Edward (starszy brat ojca) zajmował się tym rzemiosłem, a później także jego syn Andrzej. Przy tej samej ulicy 1 Maja, w niewielkiej odległości od siebie, prosperowały przez długie lata dwa podobne zakłady.

Mała firma Emericha Krzempka powoli się rozwijała. Pod koniec lat 70-tych, korzystając z wiedzy zdobytej w szkole ceramicznej w Teplicach (dziś Czechy) i doświadczenia zdobytego podczas pracy w Fabryce Porcelany „Bogucice” (dawniej Giesche) w Katowicach w latach 1946 – 1953, zaczął rozwijać produkcję ceramiki szlachetnej. Początkowo pracował z synem Romanem, a później dołączyłam ja.

Ta niewielka rodzinna manufaktura była w zasadzie samowystarczalna. Wszystkie etapy produkcji opierały się na wykorzystaniu własnoręcznie przygotowanych materiałów, takich jak: masa ceramiczna, barwniki i szkliwa. Obecnie wszystkie te materiały są dostępne w branżowych sklepach.
Ta samowystarczalność była w dużej mierze wymuszona ogólną sytuacją gospodarczą w tamtych latach i brakiem odpowiedniego zaopatrzenia. Z drugiej strony, dzięki temu wyroby naszej małej firmy były niepowtarzalne, jedyne w swoim rodzaju i cieszyły się dużym powodzeniem.
Wyroby były ręcznie odlewane w gipsowych formach przy użyciu płynnej masy, suszone, czyszczone, dekorowane i wypalane w piecu elektrycznym (tzw. wypał biskwitowy). Potem pokrywano je szkliwem i wypalano po raz drugi. Masę do odlewania wyrobów wytwarzaliśmy w dużym młynie kulowym. Zaś farby do malowania na surowym produkcie (zwane angobami) oraz szkliwa, były przygotowywane w małych młynkach porcelanowych.

Roman zajmował się przygotowaniem masy lejnej, odlewaniem, czyszczeniem i myciem wyrobów, ja byłam odpowiedzialna za zdobienie produktów. Natomiast do naszego ojca należało szkliwienie i wypalanie, przygotowywanie barwników i szkliw oraz ogólny nadzór nad produkcją. Do dziś pamiętam ten dreszczyk emocji, który towarzyszył otwieraniu pieca po wypaleniu produktów. To, co ukazywało się naszym oczom, wywoływało zazwyczaj radość i zadowolenie. Ale zdarzały się także niemiłe niespodzianki.

Produkowaliśmy duże donice ozdobne, wazony, wazoniki, misy, popielniczki w kształcie góralskiego kierpca, świeczniki, naczynia do ikebany, okaryny (ceramiczny instrument muzyczny) plakietki okolicznościowe i ozdobne oraz wiele innych produktów. Dużym powodzeniem cieszyły się wtedy plakietki z podobizną Jana Pawła II. Wyroby naszej pracowni brały udział w licznych wystawach krajowych i zagranicznych m.in. w Czechosłowacji, Ośrodku Kultury Polskiej w Lipsku oraz we Francji. Przez lata byliśmy stałym wystawcą podczas Tygodnia Kultury Beskidzkiej w Wiśle oraz wielu innych imprez regionalnych.

W 1983 roku mój ojciec otrzymał z rąk Ministra Kultury i Sztuki honorowy tytuł „ Mistrza Rzemiosła Artystycznego”. A dwa lata później Srebrną Honorową Odznakę Rzemiosła Województwa Bielskiego (od Zarządu Izby Rzemieślniczej w Bielsku- Białej).

Firma przetrwała nieprzychylne dla drobnej przedsiębiorczości lata PRL-u. Jednak nie zdołała stawić czoła masowo produkowanym tanim wyrobom ceramicznym (głównie chińskim), które zalały rynek na początku lat 90-tych.”

 

Planujesz kominek, piec lub kuchnię kaflową? Marzysz o piecu chlebowym lub do pizzy?

Skorzystaj z naszej oferty:

+48 504 481 668, maciekburdzy@gmail.com, kaflarnia-zduny.pl.

Świadczymy usługi na terenie całej Polski.

Wybrane artykuł