maciekburdzy@gmail.com

Zduńskie opowieści to serwis o kaflach, piecach i kominkach. Przedstawia dawne urządzenia grzewcze. Pokazuje zdjęcia, ciekawostki historyczne, rysunki, własne i cudze artykuły oraz odkrycia i wspomnienia. Zawiera i informuje o wydarzeniach z branży zduńskiej oraz wystawach muzealnych. Wywołuje uczucia od melancholii po uśmiech. Buduje zamiłowanie do dawnych rzeczy, które przeminęły oraz promuje kulturę ognia.

Wybór rzemiosła…

Wybór rzemiosła to arcyważna epoka dla młodego człowieka i jego rodziców, równie ważna jak późniejsza, gdy stanie na ślubnym kobiercu. Wszak z rzemiosłem zawrzeć ma związek nierozerwalny, od niego zależeć będzie przyszła jego pomyślność i powodzzenie.

W ybór rzemiosła zależy od dwóch warunków: majątkowego polożenia rodziców i zdolności, oraz chęci ich syna; byłoby jednak naj rozsądniej, żeby syn zamiłował rzemiosło ojcowskie. Syn majstra rzemieślnika wtajemnicza się za młodu do rzemiosła ojcowskiego, poznaje materyały potrzebne do jego wyrobu, widzi narzędzia, zna ich użytek i wie cały przebieg roboty, dowiaduje się o trudnościach, towarzyszących rzemiosłu i t. d.; – ma zatem dokładne wyobrażenie o całem rzemiośle.

Aurelio Zingoni - Etenstijd (19de

Terminator kominiarski – dzieła Aurelio Zingoni – XIX w.

W mniej pomyślnych okolicznościach wzrasta syn czeladnika, lecz i on od czasu do czasu odwiedza ojca w warsztacie, przygląda się robocie, mimowolnie zatem i w nim budzi się ochota do pracy ojcowskiej. Dla tych młodzieńców, gdy po raz pierwszy przywdzieją fartuch rzemieślniczy, nic nie będzie nowością, znają niemal wszystko, ręce ich zabierają się raźnie do wykonania tego, co oczy ich widziały, przytem nie pracują pomiędzy ludźmi obcymi.

Jakże różne jest położenie młodzieńca, który obracał się dotąd w zupełnie innem kółku; czuje się on obcym pomiędzy obcymi, czuje się obcym pośród tych warsztatów i narzędzi, które widzi po raz pierwszy. Czuje się obcym wobec tego różnorodnego stopniowania czynności, którego celu nie zna i nie pojmuje. Jakże on samotny pomiędzy tylu nieznajomymi towarzyszami, jakże inaczej postępują tu z nim niż w domu rodzicielskim. Łzy kręcą mu się w oczach i gotów wybuchnąć płaczem na wspomnienie matki i ostatniego z nią pożegnania. Wszystko przejmuje go obawą, i postać poważnego majstra, który, jak sądzi, czyha tylko na to, ażeby go skarcić słowem lub czynem, i również poważni czeladzie i koledzy terminatorowie nie bardzo chętni nowemu przybyszowi.

Nie może on spamiętać nazwy narzędzi, stąd często czyni pomyłki, a gdy każą mu przynieść jedno narzędzie, przynosi drugie. Nie znajduje od razu materyalu lub przedmiotu, jaki mu poszukać kazano, naraża się zatem na przykre uwagi i połajanki. Szczęśliwsi jego towarzysze, wspomniani powyżej, nie potrzebują przechodzić tych pierwocin nauki, uczą się samego rzemiosła niemalodrazu, znają wiele szczegółów rękodzieła, pozostaje im tylko nabycie wprawy. Czy można się dziwić, że dwaj pierwsi młodzieńcy znacznie większy uczynią postęp, niż ten, dla którego wszystko jest nowością.

Inne, jesze większe korzyści spływają na obu wzmiankowanych młodzieńców. Ojciec majster lub czeladnik długoletnią pracą nabył wielostronnego doświadczenia, poznał różne sztuczki i sposobiki ułatwiające wykonanie roboty, umie zawsze radzić sobie, zna wszystkie drobne tajemnice rzemiosła. Nie ukryje ich przed synem, przy każdej sposobności udzieli mu żądanej informacyi. Tak postąpi ojciec z synem,
a nie z obcym młodzieńcem, dla którego chce zawsze pozostać najwyższą powagą w rzeczach dotyczących rzemiosła. Nie pokaże mu wszystkiego, myśli sobie: niech sam tego dojdzie, niech się biedzi i mozoli tak, jak ja biedziłem się, zanim nauczyłem się tego, co umiem.

W dawniejszych czasach ojciec przekazywał zwyczajnie synowi swoje rzemiosło. Tym zdrowym stosunkom zawdzięczali ówcześni rzemieślnicy poszanowanie, jakiem ich otaczano. Syn majstra, kształcący się w rzemiośle ojcowskim, obejmował i powiększał jego warsztat, zaprowadzał w nim ulepszenia, lub też obierał pewną gałąź rzemiosła, pewną specyalność, której wyrobem zajmował się wyłącznie.

Inne względy kierują tymi, którzy nie życzą sobie, ażeby ich syn w dalszym ciągu prowadzil rzemiosło ojcowskie. Ojciec z powodu niepowodzenia, jakiego doznał, życzy sobie, ażeby syn obral inne powołanie, nie bacząc na t0, iż po większej części sam spowodował swą niepomyślność, nie zaś rzemiosło, jakie uprawiał. Ojciec, zniechęcający syna do swego rzemiosła, zapomina o tern, iż pomimo swej niepomyślności nabył znacznej dozy doświadczenia, które syna jego uchronić może od zawodu, jakiego sam doznał.

Gdyby zapytano wielu rzemieślników, czy zadowoleni są ze swego rzemiosla, po większej części odpowiedzieliby przecząco, przedstawiliby je ze strony najgorszej, jakby obawiali się współzawodnictwa. Znaleźliby się i tacy, którzy, powodowani nierozsądną ambicją, wyrażaliby się o niem z pewnem lekceważeniem, twierdząc, iż jest niewdzięczne, niepopłatne. Na co syn mój, mówią, ma doznać tych przykrości i rozczarowań, jakich ja doznalem; przed nim stoi cały świat otworem, wszak może wyszukać sobie lepszy kawałek chleba. A tak rzemioslo, które utrzymywało
rodziców i całą rodzinę, uważane jest za zbyt skromne i niekorzystne dla syna.

Niestety, zbyt późno okazują się smutne następstwa tego lekceważenia. Syn wstępuje w sferę zupełnie nieznaną, o której ma niejasne, przesadzone wyobrażenie. Nieraz potrzeba mu rady, pomocy ale do kogóż się uda? Ojciec nie zna tych nowych stosunków i wymagań powołania synowskiego, radzić mu więc nie może. Syn popełnia jedne pomyłki po drugich; dobrze jeszcze, jeżeli pobudzą go one do za-stanowienia, jeżeli nauczą rozumu; po większej części wszakże wychodzą mu jedynie na szkodę.

Gdy ojciec ma kilku synów, jeden tylko obiera rzemiosło ojcowskie, inni muszą, jak to mówią, pójść do ludzi. Ojciec poszukuje zatem miejsca dla drugiego syna u jednego ze znanych sobie lub nieznanych majstrów. Sprawa to niełatwa, na jedno miejsce wakujące jest częstokroć kilkunastu kandydatów. Pospolicie wybór majstra pada na młodzieńca najporządniej ubranego, miłej, wesołej powierzchowności, posiadającego świadectwo ze szkoły elementarnej i poleconego przez znajomego kolegę lub przyjaciela. Być może, że tym szczęśliwym wybrańcem będzie syn wzmiankowanego rzemieślnika, który zadowolony z umieszczenia syna, w wesołym humorze powróci do domu.

Ojciec umieścił syna w warsztacie, ale nie przyszło mu nawet na myśl zapytać go, czy miał ochotę do tego rzemiosła. Zapełnił nim tylko opróżnioną lukę i sądzi, że w zupełności wywiązał się ze swego obowiązku. Takie postępowanie wywołało poniekąd słuszne oburzenie ludzi myślących; wszakże okoliczności nie zawsze dozwalają na uwzględnienie chęci młodego człowieka. Dzieje się to z winy ojca, albowiem zbyt póżno pomyślał o wyborze powołania dla syna.

Wybór rzemiosła, jak już powyżej powiedziano, to sprawa arcyważna, dlatego przez czas dłuższy nad nią zastanowić się wypada, nie zaś dopiero wówczas, gdy nadejdzie chwila ukończenia szkoły początkowej, lub gdy syn lenistwem, zbijaniem bąków, da się we znaki rodzicom i sąsiadom. O przyszłem powołaniu syna trzeba myśleć przez lat kilka, długo badać, do jakiej pracy mechanicznej okazuje ochotę, zwrócić uwagę na jego zdrowie, zastanowić się, czy rzemiosło do którego zachęcić go zamierzamy nie zaszkodzi mu, czy nie będzie zbyt trudne, i czy zapewni mu stały zarobek.

W niektórych krajach istnieją oddzielne stowarzyszenia, zajmujące się losem przyszłych terminatorów; udzielają one rady rodzicom, pośredniczą w wynalezieniu miejsca, rozciągają nadzór nad młodzieżą terminującą i kreślą umowy z majstrami. Niestety nie posiadamy podobnych stowarzyszeń, cały zatem ciężar wynalezienia terminu spada na ojca.

Aurelio Zingoni - 19de Terminator kominiarski – dzieła Aurelio Zingoni – XIX w.

Jeśli ojcu istotnie leży na sercu przyszła pomyślność syna, to powinien zbadać stosunki zewnętrzne i wewnętrzne różnych rzemiosł, dowiedzieć się o ich zwyczajach i urządzeniach i poznać trudności, towarzyszące każdemu rzemiosłu (…) jakiego wysiłku fizycznego i umysłowego wymaga to lub owo rzemiosło, i jakie obiecuje korzyści temu, kto się mu poświęcić zamierza. Na tle tych danych ojciec z łatwością będzie mógł czynić nowe postrzeżenia, uzna niektóre warsztaty za nieodpowiednie dla swego syna, pozostanie zatem nieznaczna liczba zakładów rzemieślniczych, z pomiędzy których wybór nie będzie już tak trudny, Nie na tem jednak ograniczać się powinna troskliwość ojcowska. Gdy ojciec poweźmie stałe postanowienie co do warsztatu, w którym pomieścić syna zamierza, pozostaje mu jeszcze zachęcić, zainteresować syna do wybranego rzemiosła i zaznajomić z jego przyszłymi kolegami. Niechaj więc ojciec, jakby od niechcenia, zaprowadzi syna do warsztatu, zwróci uwagę jego na rodzaj pracy i zatrudnienia i rozbudzi w nim chęć taką, aby wytworzyła się szczera ochota do odnośnego rzemiosła. Nie zawadziłoby też z pewną uroczystością obchodzić dzień, kiedy syn po raz pierwszy wstąpi do warsztatu.

Przymus, bezwzględny rozkaz rodzicielski, może w samym zarodku przytłumić ochotę do każdej czynności i zniechęcić syna do narzuconego mu rzemiosła. Nigdy go nie zamiluje, na zawsze pozostanie ono dla niego ciężką pańszczyzną odrabianą z musu, bez tego wewnętrznego zadowolenia, jaki sprawia każda praca podjęta z własnej woli. Syn, któremu narzucono rzemiosło, przypisywać będzie wszelkie niepowodzenie
przymusowi; jeśli zaś ojciec postąpi w sposób powyższy, to może z zamiłowaniem zajmie się rzemiosłem, któremu w przeciwnym razie złorzeczyć nie przestanie.

Oprócz wyboru rzemiosła, ojciec szczególną powinien zwrócić uwagę na wybór majstra i nie powierzać syna takiemu rzemieślnikowi, który-że użyjemy przykładu, dopiero w piątek pożycza pieniędzy na  kupno skóry potrzebncj do wykonania obstalunku na niedzielę. Nie powinien powierzać syna fabrykantowi, nieznającemu rzemiosła, jakiem się zajmuje, ani takiemu rzemieślnikowi, którego rozległe interesa zniewalają do przebywania ustawicznie w kantorze. U takiego majstra rządzą czeladzie według swej woli,  jeden tak, drugi inaczej. Pokażą wiele, ale nie nau-
czą obchodzić się sumiennie z materyałem i władać zręcznie narzędziami; wszak nie mają żadnego obowiązku, aby szczerze i uczciwie zajęli się terminatorem.

Również niedobrze będzie oddawać syna do fabryk, wyrabiających specyalne maszyny; nie czynią tam wielkiej różnicy pomiędzy robotnikami a terminatorami, syn wykształci się jednostronnie, a gdy skończy termin, nie znajdzie zajęcia w innym warsztacie, lub nie da sobie w nim rady.
Najlepszą szkołą dla przyszłego rzemieślnika będzie niewielki warsztat, – urządzony wzorowo pod względem hygienicznym, w którym sam majster pracuje. Wejrzy on we wszystko, nic nie ujdzie jego baczności; możesz być pewny, że syn twoj nie nauczy się tu grubijaństwa, lenistwa, opieszałości. Sam majster stanowi tu o wszystkiem, ocenia wszystkich tak jak na to zasługują. Przyświeca wszystkim własnym przykładem, pierwszy przybywa do warsztatu i ostatni wychodzi. Wyszukaj takiego majstra, a możesz być spokojny o twego syna. Nie obawiaj się, że w jego warsztacie wykszta1ci się jednostronnie, niechaj uzdolni się należycie w tym niewielkim zakresie, to później z łatwością w większym pracować będzie. Nie przeczymy, że nie łatwo przyjdzie znaleźć takiego majstra, dlatego wcześnie pomyśleć należy o jego wyszukaniu.

Wyznać trzeba, że w naszych czasach kształcenie terminatorów nie przynosi majstrom korzyści i z początku przysparzają oni tylko wydatków, a gdy poduczą się cokolwiek, zrywają umowę i wabieni większem wynagrodzeniem, przechodzą do fabryk lub innych zakładów rzemieślniczych. Dziwić się tedy nie należy, że wielu majstrów nie chce przyjmować terminatorów, a ci, którzy ich przyjmują, żądają pewnego
wynagrodzenia za naukę, lub używają ich z początku do posług domowych i przeciągają termin jak najdłużej.

Dzisiejsze wadliwe stosunki powstały stąd, że obie strony, zarówno majster jak terminator, mają na względzie wyłącznie bezpośrednią swą korzyść materyalną; nie pozostało też już ani śladu tego stosunku napółojcowskiego, jaki łączył dawniejszych majstrów z terminatorami, do czego niemało przyczyniły się dwie okoliczności:

Dawniej młodzież rzemieślnicza mieszkała zwykle u majstrów i przez cały czas terminu pozostawała pod ich wyłączną opieką. Wprawdzie nie zawsze mieszkania uczniów rzemieślniczych odpowiadały wymaganiom hygieny, lecz bądż co bądź terminatorzy pozostawali pod stałym nadzorem majstra, który uważał się za obowiązanego do przestrzegania ich, kierowania nimi pod względem moralnym i po za godzinami pracy obowiązkowej. W ostatnich czasach stosunki te uległy zmianie. Zwierzchność powodowana względami hygienicznemi zażądała, ażeby terminatorowie posiadali oddzielną sypialnię zastosowaną do ilości łóżek, co wobec drożyzny mieszkań, tak dalece zniechęciło majstrów, iż
przeważnie przyjmują już tylko terminatorów przychodnich. Nie stanowi to wielkiej różnicy dla synów, których rodzice mieszkają w tem samem mieście, gdyż po pracy dziennej powrócić mogą na nocleg do domu rodzicielskiego; lecz młodzież rzemieślnicza, przybywająca z dalszych okolic kraju, zmuszona jest do poszukiwania sobie mieszkania u osób obcych, lokuje się tedy, gdzie może, narażając się na przebywanie z nieznanymi ludźmi i kolegami.

Wiadomo powszechnie, jak pochopny jest młody człowiek do naśladowania wszystkiego, co widzi i słyszy co postrzega u równych sobie lub nieco starszych kolegów, i jak lekkomyślnie przyjmuje wszelkie wrażenia. Towarzystwo starszego o lat kilka chłopca lub rówieśnika, który nie wzrastał pod błogim wpływem rozsądnych rodziców może niepomyślnie oddziaływać na choćby jak najstaranniej wychowanego młodzieńca i postawić go na równi z młodzieżą najmniej zasługującą na naśladowanie. Wobec tego godzi się zapytać, czy stosowanie przepisów hygienicznych istotną przyniosło korzyść terminatorom rzemieślniczym?

Młodzież po za godzinami pracy uwolniona od wszelkiego nadzoru, łatwo może ponieść donioślejszy szwank na zdrowiu w innym kierunku, niż ten, od którego zabezpieczyć go zamierzano. Postępując konekwentnie, należałoby rozciągnąć nadzór hygieniczno-moralny i nad temi mieszkaniami, w których młodzież obecnie przebywa, co jest rzeczą wprost niemożliwą.

Niemniej szkodliwa jest druga okoliczność. W naszych czasach upowszechnia się zwyczaj tak zwanego strawnego, zamiast dawniej udzielanych posiłków. Prawda, że stołowanie terminatorów sprawia nieraz wiele przykrości gospodyni domu. Częstokroć terminatorzy, idąc za przykładem wybredniejszych starszych kolegów, mieli zbyt wygórowane wymagania. Majstrowie, chcąc raz na zawsze położyć kres, wynikającemu stąd nieporozumieniu i wzajemnej niechęci zamienili posiłek w naturze na strawne.. Ale cóż stąd wynikło? Terminatorzy, chcąc oszczędzić grosz jaki, karmią się byle czem w tej epoce, w której zdrowy dostatni posilek jest tak niezbędny.

Jedynym środkiem usunięcia tych opłakanych stosunków byłoby szczere wzajemne porozumienie się pomiędzy majstrami i rodzicami terminatorów. Za pierwszy krok do tego uważać należy zaprowadzone już przez wielu majstrów piśmienne umowy, obejmujące następne punkty.

I) Dokładne oznaczenie czasu przeznaczonego na próbę.
2) Czas trwania terminu.
3) Oznaczenie długości pracy dziennej.
4) Oznaczenie wynagrodzenia za pracę po za
godzinami obowiązkowemi.
5) Do kogo należy sprawianie odzieży terminatorom.
6) Zobowiązanie uczęszczania do szkoły niedzielnej.
7) Bliższe określenie egzaminu, jaki ma składać terminator ze znajomości rzemiosła przed wyzwoleniem.
8) Wysokość umówionej opłaty za naukę, jeśli obie strony przyjęły ten warunek.
9) Określenie kary pieniężnej przyjętej zobopólnie za zerwanie niniejszej umowy.
10) Zobowiązanie majstra do opieki nad terminatorem podczas choroby.

Tekst pochodzi z publikacji:

“Co i jak robią rzemieślnicy. Opis rzemiosł dla młodzieży, tudzież przewodnik przy wyborze powołania”

Henryk Wernic, 1898 r.

 

Planujesz kominek, piec lub kuchnię kaflową? Marzysz o piecu chlebowym lub do pizzy?

Skorzystaj z naszej oferty:

+48 504 481 668, maciekburdzy@gmail.com, kaflarnia-zduny.pl.

Świadczymy usługi na terenie całej Polski.

Wybrane artykuł